wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział I

Konnichiwa!

Cieszę się, że ci się podoba Viva ^^ Ale serio, czy moja płeć jest istotna? 

Zapraszam do czytania :3 
*****
Rozdział I


Zimno mi... Czy to krew...? Czyja? A no tak chyba moja...
Ooo wylewa mi się z nogi...
Nie dość, że zimno to jeszcze ciemno i mokro. Przecudne miejsce! Czekaj, czekaj. Czy to nie ścieki?
Ścieki?! Co ja tu cholera robię? I czemu nie widzę kompletnie nikogo?
.
.
.
A no tak. Kto normalny chodzi po ściekach... Ale jak ja się tu znalazłem?
Kuso! Nic nie pamiętam!
Ooo mam włosy pod kolor oczu... Jak mił... Czekaj co?! Tu też mi krwawi?!
O jeny...
Co mi się... stało...? /traci przytomność/

Obudziłem się w całkowicie białej sali, w łóżku o pościeli w także tym kolorze. Pasowałem tam! Kolorem skóry! Hah. Mój czarny humor wrócił. Z powodu jakiegoś sprzętu w moim gardle, przez chwilę nie mogłem oddychać. Na szczęście podejrzliwe pikanie jakiejś aparatury zwabiło do pokoju pielęgniarkę, która z kolei zawołała lekarza.

-Widzę, że już się pan obudził.-zaczął gadać kiedy wyciągał mi to ustrojstwo z przełyku - To wyśmienita wiadomość! Nie znaleźliśmy przy panu żadnych dokumentów, a pańskie dane byłyby bardzo pomocne. Jeśli jest pan w stanie to proszę nam napisać swoje dane, jakiś kontakt z kimś z rodziny.
-Khe!-odkaszlnąłem. Ten doktor tak zajął się gadaniem, że pewnie mógłbym sobie żyły podciąć a by nie zauważył... Wkurzające.-Nazywam się Gabriel Kurotsuki. Nie mam pojęcia jak znalazłem się w tamtym miejscu, ale wiem, że za parę dni muszę być już w szkole. Gdyby moja rodzina chciała mieć ze mną kontakt to nie wysyłali by mnie do internatu, więc nie wiem jak pan, ale ja uważam że lepiej ich jednak nie informować. Co chce pan wiedzieć? Sam odpowiem.- już bardzo dawno tak się nie wkurzałem. Nie miałem pojęcia jak wylądowałem w tamtym miejscu, ani tym bardziej jak mnie ktoś tam znalazł. Za to wiedza, że "rodzina" nie chciała by wiedzieć o tym co się stało była niepodważalna. Przecież jestem tylko utrapieniem, "wypadkiem przy pracy". I nie, że sobie to ubzdurałem, sami mi to powiedzieli. Milusie uczucie usłyszeć coś takiego od własnych rodziców. Pozbyli się mnie wysyłając do internatu i teraz mogę z czystym sercem powiedzieć, że łączą mnie z nimi tylko pieniądze na utrzymanie i nazwisko. Eh... Musze jakoś "normalnie" wyglądać, bo przecież nie mogą sobie pozwolić, żeby pierworodny zniszczył ich już i tak nadszarpaną reputacje znajomych. No, ale przecież nie muszą mnie oglądać na co dzień! Ah! Jaki świat byłby piękny gdybym miał normalnych rodziców... Wracając to doktorka, który od dłuższego czasu coś gadał.
-W takim razie Gabrielu poproszę cię o wypełnienie swoich danych. Tu masz papiery. Jak coś będzie niejasne przy łóżku masz taki guziczek, naciśnij, przyjdę i wyjaśnię. Później jeszcze zadam ci parę pytań.- Skończył gadać i wyszedł z pokoju. Dobra, zmieniam zdanie. Nawet fajny lekarz. W ogóle się o nic nie czepia. Co my tu mamy? Data urodzin, choroby w rodzinie, bla, bla, bla... Chyba każdy wie jak coś takiego wygląda. Kiedy już napisałem co miałem, lekarz przyszedł i zadał te pytania, o których mówił. Ale to nic szczególnego, oprócz dziwnego pytania o to czy moje oczy i włosy były takie od zawsze. No cóż, były. Przecież nic w tym szczególnego, ne? Chociaż te oczy trochę straszą, ale są takie jedyne w swoim rodzaju! Tak jak cały ja.  
-Dobrze, Gabrielu twój pobyt tutaj może trochę potrwać, gdyż zanim wyjdziesz rana głowy musi się zabliźnić, a kość piszczelowa zrosnąć. Do początku semestru zostało jeszcze trochę czasu, więc jak nie będziesz kombinować to w jakieś 2 tygodnie powinno być już wszystko w porządku. Będziesz w prawdzie przez jakiś czas wolniej chodził, ale przynajmniej nie opuścisz zajęć. A jak tylko się dowiem że coś głupiego strzeliło ci do głowy zaraz po wyjściu stąd to wrócisz i będziesz siedział w tej pięknej białej sali aż nie będzie wszyściutko z tobą w porządku. Zrozumiano?
-Em... Taaak.- nie kryje, trochę się ucieszyłem. Chce w końcu pójść do tej szkoły. Może w końcu kogoś poznam? Znaczy no na pewno kogoś poznam. Przecież muszę chyba z kimś dzielić pokój? No właśnie... Nie tyle chce iść do szkoły co wreszcie do internatu. Przespać się w moim nowym łóżku, znaleźć jakieś miłe, ciche miejsce, w którym spokojnie mógłbym siąść i słuchać muzyki godzinami. Eh... Szkoły to ja szczerze nienawidzę. Dziewięć lat rówieśnicy i starsi nie dawali mi spokoju. A przez co? Przez to jak wyglądam i jak to wyjaśniła mi rodzinka, przez samo moje zachowanie. Jeszcze pamiętam jak to śmiejąc się do rozpuku "koledzy" dosłownie wrzucali mnie do damskich toalet czy szatni. Nie no ubaw po pachy! Gratuluje! Jak teraz o tym myślę to TA szkoła też może okazać się nie najlepszym pomysłem... Ojciec specjalnie z myślą o mnie wybrał mi taką gdzie uczęszczają same chłopaki. Już widzę te dziwne uśmieszki i słyszę te teksty typu "panienka to chyba miejsca pomyliła". Może jak będzie mi widać tylko oczy to będę odstraszał a nie przyciągał gapiów... Nienawidzę takich ludzi. Chociaż pewna osoba próbowała mnie nauczyć żeby być obojętnym na takie zachowanie. Żeby oni robili sobie co tam chcą a mnie to nie obchodziło. Tylko że trochę nie wyszło, nadal tak nie potrafię.

Na tego typu rozmyślaniach minęły mi kolejne dni i kolejne, i jeszcze trzy. Wypuścili mnie dwa dni przed rozpoczęciem roku. W internacie na dyżurce dowiedziałem się, że moje rzeczy już dojechały jakiś czas temu i ktoś je zaniósł do pokoju. Dostałem od niego kluczy, a przemiła pani poinformowała mnie jeszcze o tym, że nie mieszkam zam tylko z współlokatorem. No i fajnie! W żółwim tempie powłóczyłem nogami do nowego lokum, przy okazji odnajdując stołówkę, toalety "korytarzowe", jakiś składzik na miotły, mały sklepik i jeszcze parę innych pomieszczeń tego typu. Budynek był spory a ja musiałem dojść na 4 piętro do pokoju o numerze 493, więc kawałek do niego miałem. A jeszcze chodząc wolniej niż dotychczas... Masakra.
Dziwię się trochę, że nikogo nie było na korytarzach ani szkoły, ani internatu. Nawet na dziedzińcu czy też żywej duszy nie widziałem przechodząc przez park niedaleko. Przecież to jest nienormalne... Zawsze ktoś się kręci w takich miejscach. Uh... Aż mnie ciarki przeszły. Może coś się stało? Albo dyrekcja ma jakiś zakaz? A może tu rok szkolny zaczyna się później? Najdziwniejsze w tej sytuacji jest to, że cały czas czuje na sobie czyjś wzrok, ale kiedy się obracam lub dyskretnie rozglądam to nadal nikogo nie widzę.. Mój instynkt co do tego, że ktoś mnie obserwuje jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Co to ma być do cholery?! Już bym wolał głupi, wkurzający komentarz niż żeby ktoś za mną łaził! Eh... 

Kiedy już stanąłem przed właściwymi drzwiami miałem dylemat "Zapukać czy otworzyć kluczem?", słysząc, że w środku ktoś rozmawia, a raczej dwie osoby, postanowiłem jednak zapukać. Miałem na sobie swoją ulubioną czarną bluzę z kapturem, który zresztą miałem nasunięty najdalej jak się tylko dało na moje białe włosy, rurki i trampki także w tym kolorze. Po chwili od mojego pukania usłyszałem, że rozmowa ustała i ktoś podchodzi do drzwi. Otworzył mi wysoki brunet o praktycznie czarnych oczach. Był z 15cm wyższy ode mnie, a ja mam marne 165cm wzrostu. Coraz bardziej zgadzam się z opinią ludu, o tym że pomyliłem płeć... Ale wracając do bruneta, który stoi przede mną. O ironio, ja jestem w ciemnych barwach a ten tu oto stoi sobie w błękitnej koszuli, dżinsach i niebieskich adidasach z zielonymi wstawkami.
-Mogę w czymś pomóc?- powiedział to z wyczuwalnym zdziwieniem. Coś czuje że przez chwile patrzyłem na niego maślanym wzrokiem...
-Nazywam się Gabriel Kurotsuki i jestem twoim współlokatorem.- mówiąc to patrzyłem się po ścianach i w podłogę, byle by tylko nie patrzeć w tę głębie jego oczu. Nie wiem czemu, ale mnie rozpraszała... 
-Współlokator? Uff... Czyli jednak przyjechałeś. Zaczynałem się zastanawiać co z właścicielem tej walizy o tam- wskazał na moją kochaną i nie taką sporą walizkę pod łóżkiem, chyba moim w takim wypadku.- bo ona już jest a ciebie wcięło. Gdzie byłeś? Zwykle przyjeżdża się z rzeczami, nie? A sorki, nazywam się Funaki Mimiro, ale możesz mówić Fu albo jak tam sobie chcesz.- uśmiechnął się do mnie promieniejąc aż szczęściem. Ciekawe skąd u niego się bierze tyle energii i to na parę dni przed szkołą... Meh... Strasznie dużo mówi. Kiedyś nie wytrzymam.- A czy twoje imię można jakoś zdrobnić? Sądzę, że nie dam rady zawsze wymawiać go całego, a nie chce...
-Gabryś.-przerwałem mu to ujadanie... Może mało grzecznie, ale kto zabroni?
-No! Super. To Gabryś wchodzisz, czy będziesz tak w progu stał? A właśnie to jest Raikou.-powiedział wskazując na chłopaka siedzącego na krześle przy stole na środku pokoju. Pokój swoją drogą jest dość spory. Dwa łóżka po obu stronach, na środku stół i 3 krzesła, duże okno na dziedziniec, po dwie szafy, komody i biurka, plus nad łóżkami wisiały pułki na jakieś duperele. Zaraz przy drzwiach po prawej stronie znajdowała się łazienka, a po lewej szafka na buty i wieszaki. Miło dość. Wracając, chłopak ten miał kasztanowe włosy, zielone oczy i był chyba tego samego wzrostu co Funaki, ubrany ogółem na fioletowo. Kiedy Fu go przedstawił, on zlustrował mnie wzrokiem, uśmiechnął się pod nosem i pomachał teoretycznie na przywitanie. Hmm... Wydaje mi się, że go skądś kojarzę. Tylko skąd? Chociaż w sumie mogłem go z kimś pomylić... Bo mogłem, ne? Wszedłem do środka i usiadłem na łóżku. Fu chyba chciał kontynuować rozmowę, niestety nie mógł, bo Raikou był zajęty wpatrywaniem się w moją skromną osobę...



*****
Tak szczerze... Było krótko czy ujdzie =^.^=?


2 komentarze:

  1. Oczywiście, że płeć jest istotna. Bo jeżeli jesteś chłopakiem to jesteś na mega słodki i podobają ci się faceci i już chcę cię znać. A jeżeli jesteś dziewczyną, to też jesteś słodka, bo piszesz takie rzeczy. No więc?
    A co do rozdziału. Jak dla mnie za mało akcji, ale to dodaje uroku, dzięki czemu człowiek ma ochotę ciągle na więcej i nie mogę się doczekać więcej. Niedługo ja też dodam do siebie nowy rozdział u Idioty, więc powinnam cię powiadomić, jeżeli tylko chcesz, bo nie będę się narzucać, rzecz jasna. Człowiek reklama normalnie. Mam nadzieję, że nie niedługo napiszesz kontynuację, albo coś w tym stylu bo nie mogę się doczekać co będzie Gabrysie,m i resztą! Kyaaa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety jestem dziewczyną. Tyle, że jak moja przyjaciółka zauważyła "chłopczycą". Ja tam tego specjalnie nie dostrzegam, aczkolwiek niby zachowuje się jak chłopak. A już z przyzwyczajenia pisze i mówi w formie męskiej co czasem wkurza ludzi... No, ale trudno. Nikt mi nie zabroni przecież! Mam nadzieje, że ciebie z czasem nie zacznie to drażnić ^^''
      Miło mi, że chce Ci się to czytać =^.^= I jeśli będziesz pamiętać (i Ci się chce to robić) to informuj mnie o nowych rozdziałach Idioty =^.^=

      Usuń